Wielki przypływ – Jarosław Mikołajewski
Ten wpis chyba bardziej namawia do poszukania okazji spotkania (i posłuchania) Jarosława Mikołajewskiego, ale dowiedzcie się dlaczego warto – zwłaszcza przed lekturą.
Najpiękniejsze i najsmaczniejsze połączenia
Papieros i kawa, pizza na grubym cieście i zimna coca-cola, hot-dog jedzony podczas emocjonującego meczu hokeja, wciągająca książka czytana podczas podróży pociągiem przy oknie (najlepiej kiedy pada deszcz), kanapka z żółtym serem i pomidorem popijana gorącą herbatą na szlaku w górach, pusta plaża nadmorska w ciepły wrześniowy dzień po sezonie turystycznym. Takie najlepsze połączenia słyszałam wielokrotnie.
Od siebie dodam: poezja i reportaż z wykonaniu Jarosława Mikołajewskiego. Bo właśnie o poezji w reportażu i reportażu poetyckim rozmawiała Hanna Łozowska z Jarosławem Mikołajewskim podczas festiwalu Literacki Świdwin.
Spotkać i posłuchać chociaż raz
Pierwszy raz na żywo słyszałam J.M. na festiwalu Literacki Sopot. Trafiłam na debatę zupełnym przypadkiem (o ile przypadki istnieją) i przepadłam. Siedziałam na balkonie sali PGS i przysłuchiwałam się rozmowie. Jeśli słyszysz polityka w telewizji i nie wiesz z jakiej partii jest i zgadzasz się z nim, zgadzasz się świadomie, to jak bramka na wyjeździe, liczy się podwójnie.
Ja nie wiedziałam, kto mówi, przysłuchiwałam się rozmowie ludzi, niby przy drugim stoliku w kawiarni, bo anonimowo, a jednak na scenie. Przypomniały mi się najlepsze wykłady z literatury na studiach. Mnóstwo anegdot, smaczków, ciekawostek. Rozpływałam się jak czekoladka kinder w dłoni.
Dlaczego na żywo i w kolorze?
Często kolekcjonujemy doświadczenia. Uważam, że warto na taką listę wpisać spotkanie autorskie z Jarosławem Mikołajewskim. Albo może jakąś audycję albo podcast – jako substytut tego doświadczenia. I najlepiej kilkakrotnie (zresztą pierwszy raz na pewno rozochoci), żadne nie jest takie samo.
To nie jest ten typ osoby, która ma te same opowieści i w tym samym momencie łapie oddech, o nie. To cudowna intelektualna uczta, ale wartością dodaną jest to, że w waszej głowie będzie ten głos, który jest narratorem dla tych smutnych i pięknych poetyckich opowieści.
Będziecie słyszeć jego głos podczas czytania, zrozumiecie narrację i to piękne zagubienie, niezrozumienie, dociekanie, odkrywanie, relacjonowanie.

Kanon na nasze czasy
Kiedyś podczas spotkania klubu książki jedna z osób wspomniała, że jej syn na niezrozumienie obecnej sytuacji na świecie rekomenduje przeczytanie książek (głównie reporterskich). Gdy zabraknie siły na dyskusje albo jest za mało czasu – idealne rozwiązanie: czytaj, zrozumiesz. Chyba, że dyskutujesz, bo nie chcesz zrozumieć.
Zdecydowanie wpisuję Wielki przypływ na tę listę. To jest książka, która opowiada z wielu perspektyw, co się dzieje na włoskiej wyspie Lampedusa, do której docierają nielegalni migranci.
Jest to jedna z piękniejszych mieszanek reportażu i poezji. Dowiesz się, dlaczego boimy się świerzba, dlaczego bardziej powinniśmy się obawiać zachorowania na grypę, a już najbardziej – znieczulicy.
Jeszcze to czytasz?
Często w rozmowie telefonicznej z Anką zadajemy sobie to pytanie Co teraz czytasz? I latem 2024 roku, po festiwalu literackim w Świdwinie, czytałam tę książkę chyba dwa tygodnie. A książka ma około 130 stron. Więc podczas kilku rozmów powtarzałam ten tytuł. No i Anka powiedziała: Przecież to ma lekko ponad sto stron – dlaczego to jeszcze czytasz?
Było mi tak szkoda jej skończyć. Wielki przypływ to książka jest (prze)piękna i (prze)smutna. Przeczytajcie i puśćcie dalej informację albo egzemplarz.
Notka z Wikipedii o wyspie Lampedusa
Wielki przypływ
Jarosław Mikołajewski
wyd. Dowody (na istnienie)
