Nie ma przed czym uciekać – Rebecca Makkai
To częsta sytuacja. Najpierw wydaje się zagraniczny hit, coś głośnego, ważnego, a później wydawca sięga po debiut autorki czy autora. Makkai w Polsce to właśnie taki przypadek. Po drodze był jeszcze chyba tytuł, który ukazał się tuż po tym „hicie” – i z rozpędu trafił od razu do nas. Kolejność polskich wydań vs. tych w języku autorki lub autora to w zasadzie formalność, temat na dodatkowy akapit lub wprowadzenie, jak u mnie ;). Bo to, co kogo i za co chwyci podczas lektury, to już zupełnie inna historia.
Rebecca Makkai – od początku
Ale żeby formalności stało się zadość. Hitu nie czytałam (choć oczywiście czeka gdzieś na kindlu). Temat „Wierzyliśmy jak nikt” sprawia, że mam obawy, czy udźwignę. Mniej lub bardziej świadomie unikam historii, które mogą mnie zbyt mocno emocjonalnie dociążyć.
Zaczęłam czytać Makkai sporo później, od tej „najnowszej”, ale de facto wydanej jako drugiej powieści. Paradoksalnie, temat tej książki nie był wcale jakoś wybitnie obyczajowy. Za to bardzo w klimacie tego, czego słucham na co dzień. To książka, która łączy wątki podcastu true crime i faktycznej zbrodni sprzed lat. No ale to w sumie temat na inny wpis, bo nie o tej książce miałam dziś pisać. Zaintrygowała mnie w każdym razie, więc każdy kolejny tytuł tej autorki to dla mnie rodzaj obietnicy wciągającej lektury.

Nie ma przed czym uciekać
Właściwie to nie czytałam, ale słuchałam. Bo to naturalnie mój pierwszy wybór. Pierwsze wrażenie było dziwne. Wydawało mi się, że lektorka ma głos zbyt dojrzały jak na relatywnie młodą bohaterkę. Ale dość szybko okazało się, że wspaniale interpretuje tekst, szczególnie bohaterów z obcymi akcentami.
Sama historia jest o tyle ciekawa, że mogłaby się zakończyć właściwie w każdej chwili. Mimo że to opowieść drogi i bohaterowie oddalają się od domu. Z jednej strony czułam, że to kwestia jednego zdania, że odwrót i finał mogą nastąpić w każdej chwili. Z drugiej strony – odbjętość powieści (czy długość trwania pliku) sugerują, że ta wycieczka jeszcze chwilę potrwa.
Takie historie to ja poproszę
„Nie ma przed czym uciekać” to prosta historia z mnóstwem nieoczywistych wyborów i dziwacznych motywacji. Co ważne, są to motywacje dość przekonujące. Choć w krótkim opisie nie mają szans, więc nie będę nawet próbować. I znowu: z jednej strony ma się ochotę potrząsnąć Lucy, z drugiej – przyznać jej rację i dorzucić na paliwo.
To nie jest książka, która ma ciężar gatunkowy. Ale zostawia dużo miejsca na refleksje dotyczące wolności, odpowiedzialności i wyborów, które mają wpływ nie tylko na nas. Przede wszystkim w kwestiach ideologicznych. A to jest temat, który rozlewa się na życia.
W książce to chęci pobycia z dala od ludzi, miejsc i spraw wybijają się na pierwszy plan. Powody, dla których te chęci się pojawiają, są ważne – i nie sposób ich pominąć. Ale całość ma w sobie sporo humoru i kilka ciekawych, dobrze wprowadzonych wątków. Nie dziwi, że to był dostrzeżony i doceniony debiut powieściowy.
Nie ma przed czym uciekać
Rebecca Makkai
Wydawnictwo Poznańskie
Przekład: Rafał Lisowski
Lektorka: Anna Apostolakis
Książka Rebecki Makkai „Nie ma przed czym uciekać” na stronie wydawnictwa.
Audiobooka słuchałam w serwisie BookBeat.
