Śmierć z zerem na koncie. Książka, która zmienia głowę
Przez długi czas (w – nazwijmy to – wczesnej dorosłości) żyłam w przeświadczeniu, że pewne poglądy są już na stałe. Ukształtowane spojrzenie na gospodarkę, relacje, na życie – wydawało mi się, że to fundament, który się nie zmieni. Przyznam, że otaczałam się ludźmi, którzy myśleli podobnie, a świat był prostszy, bo podzielony na „moje/nasze” (w domyśle słuszne) i „obce/inne” (wiadomo z jaką etykietką).
Dopiero po latach zrozumiałam, jak ogromną wartość mają rozmowy i relacje, które burzą ten porządek. Takie, które pozwalają spojrzeć na coś z zupełnie innej perspektywy. I – co najważniejsze – dają przestrzeń na zmianę zdania. Dziś aktywnie dbam o to, by moja głowa pozostała otwarta. Czasem substytutem takiej zmieniającej perspektywę rozmowy może być… książka. I dla mnie właśnie takim tytułem była „Śmierć z zerem na koncie” Billa Perkinsa.
Trafiłam na nią przez przypadek (o ile one w ogóle istnieją ;-)), scrollując Instagram. Karol z Busem Przez Świat wspomniał o niej w relacji, a ja, pod wpływem impulsu, kupiłam ją i zaczęłam czytać niemal od razu. To się nazywa influencing! 😀
Jak to jest z tym umieraniem bez pieniędzy
Tytuł jest prowokacyjny, ale idea stojąca za nim jest niezwykle mądra. Perkins argumentuje, że życie to suma doświadczeń, a pieniądze są jedynie narzędziem do ich realizacji. Zamiast bezrefleksyjnie gromadzić majątek (którego i tak nie zabierzemy do grobu) powinniśmy świadomie inwestować w przeżycia, wspomnienia i relacje – w każdym okresie życia.
Choć autor jest Amerykaninem, a niektóre realia mogą wydawać się odległe, to sedno książki jest uniwersalne. To poradnik, który bazuje na zmianie naszego mentalu – osobistego podejścia do pieniędzy, czasu i energii. I moim zdaniem robi to naprawdę świetnie.

Dla kogo jest „Śmierć z zerem na koncie”
I tu dochodzimy do sedna: dla każdego! Jako marketerka nie powinnam tak mówić. Doprecyzuję zatem: dla każdego, kto chce porozkminiać nad swoim życiem i pieniędzmi albo nad jednym i drugim.
Nieważne, czy akurat jesteś spłukan_, czy masz pokaźne oszczędności. Czy jesteś freelancerem/freancerką, któr_ ma wpływ na swoje zarobki, czy pracujesz na etacie i masz stałą pensję. Czy jesteś w związku, czy solo. Nieważne, na co w życiu żałujesz, a na co nie. Nie ma złego momentu, żeby przeczytać tę książkę. A im szybciej, tym lepiej.
Dla mnie ta lektura była serią aha-momentów. Dała mi narzędzia i perspektywę, do której wracam myślami przy podejmowaniu wielu życiowych decyzji. To jedna z tych książek, które wdraża się w życie powoli, puzzel po puzzelku. Niektóre jej rozdziały, jak ten o przekazywaniu pieniędzy dzieciom, potrafią wywrócić do góry nogami utarte schematy myślowe.
Na pewno za jakiś czas przeczytam ją jeszcze raz.
„Śmierć z zerem na koncie”
Bill Perkins
wyd. OSMPOWER
Książkę można zamówić na stronie wydawnictwa.
Ja czytałam w wersji elektronicznej, która też jest dostępne na stronie wydawcy.
