Nic tu po was – Kevin Wilson
Trafiłam na tę książkę dopiero w aplikacji do słuchania audiobooków. I to kilka lat po tym, jak się ukazała. Jej charakterystyczna okładka przewijała się często, gdy wybierałam kolejne tytuły do odsłuchania. Ale nie zachęcała – mało mówiąca, „grubo ciosana”, z jakimś takim negatywnym hasłem w tytule. Omijałam tę książkę dobrych kilka miesięcy.
Wszystko tu jest bardziej
Prawdziwa akcja nie zaczyna się od pierwszych akapitów, ale ten początek jest istotny i – co najważniejsze – zajmujący. Trudno powiedzieć, czyja to jest historia. Najbardziej pewnie Lillian, narratorki, ale myślę, że w równym stopniu to jest opowieść o jej podopiecznych, czyli samozapłonowych bliźniakach. A skoro już o nich mowa, to przyznam, że w pierwszej chwili sądziłam, że to jest element fantastyczny. Tymczasem to chyba jednak zgrabna, i bardzo obrazowa, metafora.
W jednej z recenzji, cytowanych zresztą na okładce, napisano, że książka jest „cudnie osobliwa”. Mam wrażenie, że ta osobliwość opiera się przede wszystkim na zastosowaniu w różnych elementach hiperboli. Jest więc ogień. Poważny zawód ojca to oczywiście funkcja polityczna, na bardzo wysokim szczeblu. Za tym idą duże pieniądze. Nieograniczone możliwości. Wszystko jest bardziej. A to w gruncie rzeczy historia, jakich wiele.

Nic tu po was – plus minus ogień
Ładnie w tej książce spotykają się szorstkość z czułością. I niewiadoma z podskórnym przekonaniem, co należy zrobić. Lekkie oderwanie od realiów czytelników pewnie pomaga docenić te interakcje między bohaterami. Śledzenie ich w takiej formie daje lepszą możliwość, by dać się porwać opowieści i uważnie ją śledzić. Skupiamy się na tych wyolbrzymionych, niespotykanych, pozornie może nawet nieogarnialnych, kawałkach. Nie ma czasu rozkminiać i porównywać.
A ta prosta historia to w gruncie rzeczy coś, co pewnie wiele osób może przypisać do własnego życia. Wystarczy w tym równaniu podmienić ogień na dowolne życiowe odstępstwo od normy.
Nic tu po was – Nothing to see here
Tak prezentują się tłumaczenie tytułu i oryginał. Nie pokrywają się, ale obie wersje w zasadzie pasują. Tylko kładą nacisk na inne rzeczy. Niezależnie od niewiele mówiącego tytułu i nieco dziwnej okładki, to jest bardzo ciepła opowieść, która została ze mną dłużej. Spora w tym zasługa lektorki, Laury Breszki, której interpretacja i ton głosu doskonale pasują do całości.
Nie wiem, dlaczego ten audiobook pojawił się w moim feedzie. Odbiega od rzeczy, których słucham zazwyczaj. Może wcale nie jest dopasowany do mnie, ale z jakiegoś powodu przyspawany do głównej strony apki. Taka myśl, że coś jeszcze krąży wbrew algorytmom, sprawia, że ta książka cieszy mnie jeszcze bardziej.
Nic tu po was
Kevin Wilson
Wydawnictwo: Agora
Przekład: Jan Kraśko
Lektorka: Laura Breszka
Książka Kevina Wilsona „Nic tu po was” na stronie wydawcy.
Audiobooka wysłuchałam w aplikacji BookBeat.
