Wyznania – Kanae Minato
Bardzo lubię utrzymywać kontakt z ludźmi, którzy podczas rozmowy skierują moje myślenie na inną perspektywę. Ciężko powiedzieć, że zmieniam zdanie pod wpływem każdej ciekawej rozmowy, ale poszerzanie horyzontów i przyglądanie się sprawom z innej perspektywy sprawia, że takie kontakty chcę pielęgnować. Podobnie mam z wydawnictwami, które wydają ciekawe książki, które są furtką do tematów czy gatunków, po które wcześniej nie sięgałam. Ani nawet nie myślałam, żeby sięgnąć. Dziś o Tajfunach. I o ich książce „Wyznania”.
Tajfuny i inne tęsknoty
Uwielbiam śledzić premiery wydawnictwa Tajfuny. Mam wrażenie, że niezwykle starannie dobierają tytuły. Dziewczyny, które są właścicielkami wydawnictwa, świetnie orientują się na rynku Azji Wschodniej.
Kilka książek mam już za sobą i najczęściej to była wyśmienita lektura.
Niedawno sięgnęłam po Wyznania. Dla mnie książka zaczyna się od okładki i od pierwszego wejrzenia, właśnie za sprawą okładki, bardzo mnie wołała.
Egzemplarz kupiłam w Gdańsku w księgarni Firmin. Trochę z tęsknoty za papierem (czytam głównie ebooki), trochę przy okazji zrobienia dla siebie czegoś miłego, bo w czerwcu miałam złamaną rękę.
To jest też taki gabaryt książki, który z ręką złamaną w stawie łokciowym (czyli prawie cała łapa w gipsie i to w dodatku zagipsowana w zgięciu pod kątem 90 stopni) można czytać tak samo łatwo, jak ebooka na Kindlu.
A teraz o samej książce
O samej akcji wiele dowiemy się już z okładki książki i zapowiedzi wydawcy.
W pierwszych scenach nauczycielka, której córeczka straciła życie, staje przed swoją klasą, żeby się pożegnać i jednocześnie wyjawić, że wie, że wśród nich jest morderca jej dziecka.
To naprawdę nie jest spoiler. W przypadku Wyznań najciekawszy aspekt lektury to zdecydowanie to, jak poprowadzona jest narracja. Na czytających czeka przede wszystkim poznanie motywacji do zbrodni, zemsty, chęci pomocy, odrzucenia i powrotów bohaterów
Znam ten zabieg choćby z lektury szkolnej Zbrodni i kary. Czy ta książka przypominała mi tę lekturę? Trochę. Choć w momencie, w którym ten tytuł pojawił się na kartach Wyznań (nie powiem jak, niech to będzie niespodzianka), pomyślałam, że to może zbyt płaskie porównanie. Ale postanowiłam nie oceniać za wiele. Ani swojej znajomości kultury Japonii, ani metafor, które przyszły do mnie w trakcie czytania.

Jak się czytało Wyznania
Miałam złamaną rękę, dochodziłam do siebie po małym wypadku rowerowym, więc łatwo policzyć, że czytałam tę książkę długo, mimo że nie jest obszerna. Dlaczego? Bo są tam tematy, które wydawnictwo Tajfuny wymienia w opisie na stronie. Jest tak zwane trigger warning: przemoc wobec dzieci; śmierć.
Trudno jest się zbombardować tymi opowieściami bohaterów i szybko je pochłonąć (to moje odczucia). Czytanie tej książki było jak miks podcastu true crime, intensywnego komiksu, dokumentu na Netflixie. Każdy bohater opowiada swoją wersję wydarzeń.
Początek i koniec, a co w środku?
Książka zaczyna się pytaniem. Bo na samej okładce jest napisane: Smakowało wam dzisiaj mleko? (pytanie zadaje nauczycielka swojej klasie). Zdradzę, że i pytaniem jest zakończona. Zaglądasz na ostatnią stronę książki? Ja prawie zawsze.
Po lekturze zadaję sobie pytanie, kto teraz w Polsce albo w Europie pisze psychologiczne thrillery (bo totalnie nie znam tego gatunku). I czy tak samo wciągnęłaby mnie ta lektura, bo ani przez chwilę nie pomyślałam, że chciałabym porzucić tę książkę na dłużej. A może to, że dzieje się w zupełnie innej kulturze sprawiło, że tak bardzo mnie intrygowała.
Wyznania
Kanae Minato
tłumaczenie: Patryk Skorupa
wyd. Tajfuny
Książka na stronie wydawnictwa. Dostępny fragment.
