Korespondentka – Virginia Evans
Nie mam żadnych cieplejszych uczuć w kierunku powieści epistolarnych – tych, w których listy stanowią jakiś szalenie istotny element. A już gdy słyszę, że powieść składa się z samych listów/smsów czy innej formy korespondencji, to lekko się napinam. Bo brzmi jak marketingowy zabieg, żeby w zalewie nowości czymś się jednak wyróżnić. Nie wiedziałam, jak jest napisana „Korespondentka” – że jest samymi listami. I o czym jest. Wiedziałam tylko tyle, że czytała to znajoma mojej znajomej z klubu książki. I że świetna. No, czasami tyle wystarczy.
Korespondentka, ale audio
Chwilę trwało, zanim kupiłam i zabrałam się za tę książkę. Ale pamiętam ten dzień, gdy zaczęłam. Pierwsze wrażenie zepsuł mi fakt, że audiobook czyta Olga Bołądź. Lubię ją i uważam, że ma bardzo przyjemny w odbiorze głos. Ale jest niemal o połowę młodsza od bohaterki-narratorki – i to słychać.
Zgrzytało mi to. Jak wtedy, kiedy do czytania „Zbieraczy borówek” Amandy Peters wzięli lektora-mężczyznę, choć narratorka jest kobietą. Myślę o tych kwestiach intensywniej, od kiedy poszczególne części serii Anny Kańtoch o Krystynie Lesińskiej czytały kolejno: Ewa Kasprzyk („Wiosna zaginionych”), Aleksandra Justa („Lato utraconych”) i Marta Markowicz („Jesień zapomnianych”). I szczególnie Ewa Kasprzyk była wspaniale dobrana. Nie mogę przestać myśleć, że do „Korespondentki” pasowałaby idealnie.

O życiu i śmierci, a potem: brak
Więc tak, „Korespondentka” to jest powieść składająca się wyłącznie z listów. I jest zdecydowanie jedną z najbardziej angażujących opowieści, jakie czytałam w ostatnich latach. Nie ma w niej spektakularnych czy szokujących zwrotów akcji. Choć kilka emocjonalnych momentów – już tak. Bohaterka-narratorka, tytułowa korespondentka, czyli Sybil Van Antwerp bywa irytująca – najbardziej chyba w momentach, kiedy ewidentnie robi rzeczy nieodpowiedzialne, zagrażające jej w tak oczywisty sposób. Ale jest też postacią, o której jeszcze długo po lekturze trudno zapomnieć.
To jest historia życia. Sama akcja trwa kilka lat, ale mnóstwo jest w książce wątków – i niektóre sięgają kilka dekad wstecz. Są domykane w bardzo naturalny sposób, a całość jest napisana niezwykle sprawnie. Po fakcie najbardziej zaskakujące dla mnie było to, że nie czytało (słuchało) mi się tej książki z taką przyjemnością pomimo tego, że jest napisana w formie listów, ale właśnie dlatego była to lektura tak wspaniała, że została skonstruowana w ten konkretny sposób.
Moim zdaniem to jest dobry pomysł na dość uniwersalny książkowy prezent.
Korespondentka wydana i nagradzona
To pierwsza książka Virginii Evans wydana w Polsce – ukazała się nakładem wydawnictwa Filia Literacka.
Z tego, co czytałam, to również pierwsza jej rzecz, która w ogóle jakoś się przebiła na rynku wydawniczym. Choć wcześniej wydała siedem tytułów w ciągu 18 lat. Ale gdy już zaistniała, to bardzo wyraźnie – „Korespondentka” jest międzynarodowym bestsellerem i została uhonorowana prestiżową Women’s Prize for Fiction.
„Korespondentka” Virginii Evans na stronie wydawcy.
Zdjęcie ilustracyjne: Debby Hudson | Unsplash
