Proste rzeczy – Marcin Wicha
Bardzo dużo dobrego słyszałam o twórczości Marcina Wichy, ale przyznam szczerze, że „Proste rzeczy” to… moja pierwsza książka tego autora. Nie potrafię do końca powiedzieć, dlaczego tak się stało. Mam nawet na regale głośne „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” i myślę, że przeczytam je jeszcze w tym roku. Na razie jednak chciałam zapamiętać i spisać kilka myśli po lekturze „Prostych rzeczy”.
Spacery po dzielnicy i powrót do przeszłości
Lektura była w formie odsłuchu, bo postawiłam na audiobooka, którego przesłuchałam w apce BookBeat. Książkę czyta Robert Gulaczyk. „Proste rzeczy” to zbiór felietonów publikowanych w prasie około dziesięć lat temu. Konkretnie w Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej w latach 2015-2018. To bardzo krótkie, ale niezwykle błyskotliwe formy na temat przeróżnych zagadnień. Wicha pisze o relacji z dziadkami, pielęgnowaniu wspomnień, o swojej dzielnicy, ale też o smartfonach, technologii i codziennych, prozaicznych sytuacjach.
Przesłuchałam całość dosyć szybko, właściwie na kilka podejść. Audiobook towarzyszył mi w powolnym snuciu się po mojej dzielnicy, co rewelacyjnie wpasowało się w klimat. Złapałam się na tym, że z takiego totalnego zasłuchania wytrącały mnie daty. Każdy tekst kończył się informacją, kiedy dokładnie został opublikowany. To dawało mi taki dodatkowy check i skłaniało do zastanowienia, jak coś wygląda dzisiaj.
Często pojawiała się refleksja, że mimo upływu dekad, przemyślenia Wichy pozostają aktualne. Towarzyszył mi przy tym pewien rodzaj smutku, bo uświadomiłam sobie, że w wielu kwestiach niewiele się zmieniło. Choć jako społeczeństwo mieliśmy głęboką nadzieję na zmiany.

Lek na czytelniczy zastój
Coraz częściej widzę w social mediach krótkie poradniki i zestawienia lektur, które odblokowują czytelniczy zastój. Myślę, że ta kategoria będzie tylko zyskiwać na uznaniu, bo bywają momenty, gdy po prostu nie czytamy przez dłuższy czas i trudno nam wejść z powrotem w rytm. Wtedy z pomocą przychodzą właśnie takie tytuły – stosunkowo krótkie, porywające teksty dotyczące angażujących tematów. Uważam, że fajnie byłoby wręcz stworzyć taki stały kanon lektur pomagających wrócić do satysfakcjonującego nas rytmu czytania.
Zbiór Wichy zdecydowanie wpisałabym na listę w tej kategorii! Nie tylko ze względu na przystępną formę, ale też dzięki treści, która daje solidnego intelektualnego kopa. To świetna stymulacja umysłu, po której po prostu chce się więcej.
Jeden rozdział dziennie
Mimo że audiobooka słuchało się bardzo fajnie, a lektor świetnie zinterpretował teksty, mam wrażenie, że to właśnie obcowanie z papierem ma w tym przypadku dodatkowy atut.
Uważam, że idealnym sposobem na czytanie tej książki byłby jeden rozdział dziennie. W wydaniu drukowanym wyraźniej widać długość poszczególnych tekstów i można dokładniej wgryźć się w tę konkretną, krótką formę. Aż prosi się to o taki rytuał: do porannej kawy, popołudniowej filiżanki herbaty, tuż po przebudzeniu albo przed snem. Ewentualnie widzę tu opcję „połknięcia” całości podczas długiej podróży pociągiem.
Drugie życie prasowych felietonów
Wspaniała jest końcówka tej książki. I stanowi jej wyraźną wartość. To ciekawie opisany przebieg redakcyjnej współpracy.
Wicha był poczytnym autorem, bardzo cenionym w mojej czytelniczej bańce. I po lekturze zupełnie się temu nie dziwię. Bardzo się cieszę, że te rozsiane po prasowych wydaniach kawałki zostały zebrane w jedną całość i wydrukowane.
Takie wydanie to niesamowita wygoda – z dwóch powodów. Z jednej strony dla wieloletnich czytelników Wichy, którzy mogą mieć jego dawne teksty w jednym miejscu (a archiwalnej prasy nie ma już tak łatwo dostępnej na rynku). Z drugiej – to świetny punkt wyjścia dla osób, które (jak ja) dopiero od tej książki lub audiobooka zaczynają przygodę z jego tekstami.
Bardzo rzadko zdarza mi się czytać książkę dwa razy. Sytuacje, w których słucham audiobooka, a potem chcę do tego wrócić na papierze, mogę policzyć na palcach jednej ręki. Nie ukrywam, że to mój plan na „Proste rzeczy”.
Bardzo polecam!
Proste rzeczy
Marcin Wicha
czyta: Robert Gulaczyk
Wydawnictwo: Agora
audiobooka słuchałam w aplikacji BookBeat
